Strona główna

12511804_1093422194024115_848275671_n

Nasz syn ma na imię Michałek. W 10 tygodniu życia, lekarze zdiagnozowali u niego nowotwór złośliwy oczka prawego – retinoblastoma, zwana potocznie „siatkówczakiem”. Po kilkumiesięcznej, nieudanej walce z nowotworem, oczko zostało usunięte.

Michałek jest pacjentem Oddziału Okulistycznego i Onkologicznego w Centrum Zdrowia Dziecka w podwarszawskim Międzylesiu. W trakcie leczenia, otrzymał siedem cyklów chemioterapii.

Urodził się jako zdrowy i duży chłopczyk. Choroba rozwinęła się bardzo szybko i niespodziewanie. W ciągu jednej doby od pojawienia się pierwszych objawów – wymiotów, nowotwór całkowicie zniszczył oko. Atak był tak silny, że wywołał wysokie ciśnienie w skutego czego powstała jaskra i wewnętrzny wylew krwi do oka co sprawiło, że oczko przestało pełnić swoje funkcję.

W tamtym czasie pierwszym źródłem informacji o tej strasznej chorobie byli dla nas rodzice innych chorych na siatkówczaka dzieci. To od nich dowiedzieliśmy się  o przestarzałych metodach leczenia w CZD i nowatorskich metodach, stosowanych za granicą. Bez chwili wahania postanowiliśmy skonsultować dziecko w innym kraju. 22 października 2013 r. z wielka nadzieją w sercu, polecieliśmy na badania do Londynu do dr Johna Hungerforda. Wierzyliśmy, że dr Hungerford dostrzeże chociaż cień szansy na uratowanie oczka i zaproponuje podanie wprawdzie bardzo drogiego ale też skutecznego leku – chemii Melphalan.   Tak się niestety nie stało. Lekarz przyznał, że nigdy w ciągu trzydziestoletniej kariery nie spotkał się z tak złożonym złośliwym przypadkiem. W oczku oprócz nowotworu i jaskry utrzymywał się rozległy wylew krwi, który bardzo zaniepokoił doktora. Krwi nie można było usunąć mechanicznie, a do póki ona nie zniknie, nie można było podać Melphalanu. Dla nas oznaczało to tylko jedno, oczka najprawdopodobniej nie da się uratować…

Zdruzgotani wróciliśmy do domu. Wylew w oczku nadal się utrzymywał, guz wprawdzie zmalał ale jak się okazało,  nie miało to żadnego znaczenia. Oko nie rosło i dzień przed wigilią w 2013 roku oczko zostało usunięte… Przegraliśmy bitwę ale nie wojnę. Nowotwór zaskoczył nas raz i teraz musimy się pilnować. Dr Hungerford w raporcie medycznym napisał, że z powodu wczesnego ujawnienia się nowotworu, istnieje zwiększone ryzyko przerzutów na zdrowe oczko. Dotąd walczyliśmy o chore oczko, teraz walczymy o wzrok Michałka. 

W tzw. międzyczasie, zrobiliśmy Michałkowi badania genetyczne, wynik negatywny w 99 % nowotwór ma podłoże sporadyczne. – nic nie daje 100% więc musimy być czujni !!!!!

Dzięki Pomocy Dobrych Ludzi  zebraliśmy pieniądze, które pomogły nam sfinansować ogromne koszty walki z nowotworem. Od samego początku, razem z nami walczycie z tą straszną chorobą. Świadomość, że nie jesteśmy sami, że otacza nas tak wielu wspaniałych, dobrych ludzi sprawia, że mamy więcej sił do codziennego zmagania się z konsekwencjami choroby. Mamy więcej sił dla synka, który w wkrótce skończy dwa latka. Michałek wspaniale się rozwija i z ciekawością obserwuje otaczający go świat. Zrobimy wszystko by mógł go oglądać na własne oczy…

Dziękujemy Katarzyna i Grzegorz Szczepaniak

 12511804_1093422194024115_848275671_n